Strona główna / Rozrywka / Atrakcje Wielkiej Brytanii / Stary dobry public house



Right menu

Warehouse Fashions Limited

Stary dobry public house

Hanna Szewczyk

24.09.2009

Brytyjski pub (skrót od „public house” ) to dużo więcej, niż pijalnia piwa; pub to instytucja...

„The local”, czyli pub gromadzący mieszkańców danej okolicy, to centrum lokalnej społeczności, gdzie wielu stałych bywalców (tzw. „regulars”) jest niemal częścią wyposażenia, i przez które w ciągu dnia przewija się znakomita większość mieszkańców tej okolicy.

Tam przeciętna Angielka czy Anglik umawia się ze znajomymi, zamiast zapraszać ich do siebie (zgodnie z uświęconą zasadą „Mój dom, moja twierdza”). Tam obchodzi urodziny (inaczej niż w Polsce, to nie solenizant/ka stawia – to goście, zaproszeni i przygodni, kupują po drinku, tak więc osoby popularne mogą mieć mały problem z powrotem do domu w postawie pionowej). Tam jada się zarówno „business lunches”, na których niejednokrotnie przypieczętowuje się umowy, jak i niedzielne obiady (tradycyjny „Sunday roast”) z rodziną. Tam, przy muzyce z szafy grającej, znanej jako juke box, kwiat młodzieży brytyjskiej funduje sobie niedzielny „chillout” po klubowej gorączce sobotniej nocy.

Trochę historii

Brytyjski pub ma długą i bogatą historię, datującą się od epoki rzymskiej (I – V w. n.e.), kiedy to pojawiły sie pierwsze gospody („inns”), zapewniające pożywienie, napitek i nocleg ludziom podróżującym po zbudowanym przez Rzymian systemie dróg. Tradycja warzenia tradycyjnego piwa słodowego („ale”) sięga jeszcze dalej w przeszłość. Piwo warzono na miejscu, na terenie tych przybytków – zarówno mocny trunek, jak i jego łagodniejsza wersję, zastępującą brudną, niezdatna do picia wodę (we Francji radzono sobie za pomocą słabego wina..).

Tradycja barwnych szyldów pubowych wywodzi się z czasów średniowiecznych; często nie zawierały one nazwy pubu w wersji pisanej, jako, że większość populacji była niepiśmienna. Wiek 18 przyniósł ze sobą zalew tańszego niż piwo dżinu (import z Niderlandów), i jak grzyby po deszczu rosły w kraju tzw. „gin palaces”, uczęszczane głównie przez przedstawicieli uboższych warstw ludności, którym dżin - plaga 18-wiecznej Anglii – niejednokrotnie rujnował zdrowie i życie.

Pod koniec 18 wieku do pubu zawitał saloon – pomieszczenie, gdzie zapewniano rozrywkę typu występy muzyczne czy komediowe. Przyjemność ta była nieco bardziej kosztowna – albo wstęp do saloonu był płatny, albo oferta barowa w tej sekcji była droższa. W drodze ewolucji saloon stracił swoją rozrywkową funkcję, przekształcając się w „lounge bar'” – przybytek klasy średniej, wyposażony w dywany i tapicerkę, w odróżnieniu od mniej komfortowej części zwanej „public bar”, a przeznaczonej dla mniej wymagających przedstawicieli klasy pracującej. Do atrakcji w tym ostatnim należała podłoga wysypana trocinami, na którą można było swobodnie spluwać (inna nazwa „public baru” to ”spit and sawdust room” – pokój plwocin i trocin...). Podział ten jest już oczywiście nieaktualny...

Godziny otwarcia pubów zmieniały się w czasie, obecnie to na ogół od 11 rano do 11 w nocy w dni powszednie, i od 12 do 10.30 w niedzielę, chociaż Licensing Act z 2003 roku umożliwia pubom w Anglii i Walii ubieganie się u lokalnych władz o prawo do otwierania w innych godzinach. Tradycyjnie sprzedaż alkoholu kończy się z wybiciem godziny 11 (w niedzielę 10.30), po czym następuje tzw. „drinking-up time” (ok. 20 min.), kiedy należy grzecznie dopić swoje trunki i opuścić lokal.

Pubowe menu

Oprócz alkoholi wszelkiej maści - tradycyjnego ciemnego „ale”, znanego tez jako „bitter”, jasnego piwa „lager”, portera (najsłynniejszy to oczywiście Guinness), alkoholi destylowanych, wina, czy popularnych zwłaszcza wśród młodych kobiet alkopopów - pubowe menu oferuje oczywiście coś na ząb. Są więc tradycyjnie pubowe potrawy typu „obiad oracza” (ploughman's lunch); asortyment potraw typu „pie” (nazwa nieprzetłumaczalna - nie wierzcie słownikowemu „pierogowi”!) z nadzieniem z kurczaka, podrobów, steku, itp; „baked potatoes” - wielkie pieczone ziemniaki z nadzieniem (tuńczyk, ser, czy fasolka).

Popularnym daniem jest tzw. Sunday roast – tradycyjny niedzielny obiad z wołowiną, jagnięciną lub wieprzowiną z rusztu. Nie może oczywiście zabraknąć typowych „snacks” typu orzeszki czy chipsy (czyli „crisps”; „chips” to frytki), czy tradycyjne „pickled eggs” – tak, to marynowane jajka (kuszące...). Istnieją też tzw. gastropubs – puby oferujące dużo bardziej wyrafinowane menu.

Współczesne atrakcje

Współczesny pub to także miejsce rozrywki. Poszczególne lokale często oferują atrakcje typu karaoke czy muzyka live; specyficznie pubową rozrywka są tzw. „quiz nights” – quizy z nagrodami, w których niejednokrotnie biorą udział drużyny miejscowych quiz-maniaków o stałym składzie. Transmisje sportowe (zwł. piłka nożna) również często figurują w ofercie pubowej rozrywki. Ponadto nie sposób pominąć tradycyjnych gier pubowych typu rzutki czy bilard; no i naturalnie automatów do gry („fruit machines”), gdzie stali bywalcy potrafią przepuścić wszystko, czego jeszcze nie udało im się tego dnia utopić w szklance.

Miejsce pubu w kulturze brytyjskiej jest niekwestionowane; obecny jest w literaturze od czasów średniowiecznych („Opowieści kanterberyjskie” Chaucera); w kinie (trudno znaleźć brytyjski film, gdzie akcja przynajmniej częściowo nie toczy się w piwnym przybytku); jak również w uświęconym tradycją gatunku telewizyjnym, znanym jako „opera mydlana”, gdzie stanowi swoiste centrum wszechświata, w którym zawiązują się i rozwiązują konflikty (np. słynny pub „The Queen Vic” w londyńskiej sadze „Eastenders”).

A więc chodźmy do pubu!

Reasumując – pub to centrum brytyjskiego świata. A dla cudzoziemki? Nieoceniona wprost szkoła miejscowej kultury i, przede wszystkim, prawdziwego języka w całej gamie odcieni (jako miejsce prawdziwie egalitarne). Jeśli chcesz wsiąknąć trochę w kulturę i poznać mnóstwo „native'ów”, a przy okazji szukasz pracy, to miejsce godne polecenia (może niekoniecznie ze względu na wysokość zarobków), oczywiście zakładając, że to nie ulubione miejsce spotkań lokalnej Polonii, a za barem nie stoją koleżanki i koledzy z Pułtuska, bo wtedy misja edukacyjna niestety weźmie w łeb. So, cheers and good luck!

Chcesz coś dodać od siebie lub o coś zapytać? Dołącz do naszego forum!

Drukuj Wyślij znajomym